Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 211 811 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Krótkie rozważania wielkanocne...

sobota, 04 kwietnia 2015 15:36

Święta Wielkanocne w naszej tradycji,  co prawda nie są  tak rodzinne i ciepłe jak Święta  Bożego  Narodzenia, ale tak naprawdę dla chrześcijan mają zdecydowanie większe znaczenie. Nadają sens naszej wierze.  „Męka, Śmierć, Zmartwychwstanie Chrystusa - na tym triduum buduje się całe chrześcijaństwo” - wyjaśnia abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Episkopatu.  Przywołam także słowa, jakie Apostoł Paweł w 1 Liście do Koryntian (15,17) kieruje do nas: ” (…)jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara”. Zmartwychwstanie Jezusa to centralne święto w roku liturgicznym. Poprzedza je uroczyste Triduum Paschalne.

 

komfortowe domki nad morzem Balfala domki nad morzem.jpg

 

Triduum Paschalne Męki i Zmartwychwstania Pańskiego to niejako ukoronowanie  całego roku liturgicznego. Rozpoczyna się  Liturgią Eucharystyczną Wieczerzy Pańskiej wieczorem w Wielki Czwartek, a kończy nieszporami Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Oprócz Mszy św. Wieczerzy Pańskiej, Święte Triduum obejmuje liturgię Męki Pańskiej w Wielki Piątek oraz liturgię Wigilii Paschalnej, która rozpoczyna się w sobotę po zachodzie słońca. Centralnym punktem  tych dni jest liturgia Wigilii Paschalnej, a nie, jak to się często przyjmuje, poranna Msza Św. w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego.

Dzisiaj swoje krótkie  rozważania skoncentruję na Wielkim Piątku i śmierci Pana Jezusa.

 

domki nad morzem Balfala Ostrowo Karwia domki nad morzem balfala.jpg

Zdjęcie z filmu "Pasja" Mela Gibsona

 

Wielki Piątek, czyli dzień ukrzyżowania Chrystusa ,  to drugi Dzień Triduum Paschalnego.  To dzień szczególny zarówno dla Katolików , jak i Protestantów. (Prawosławie obchodzi  Dzień Męki Pańskiej za  tydzień). To Dzień , w którym rozważamy mękę i śmierć Jezusa Chrystusa. W Kościołach w całej Polsce  odbywają się uroczyste nabożeństwa, czytanie pasyjnych fragmentów z Pisma Świętego.  Tegoroczne chrześcijańskie święta zbiegły się również z żydowskim świętem Pesach (Pascha) - obchodzonego na pamiątkę wyzwolenia Izraelitów z niewoli egipskiej.

W Wielki Piątek nie odprawia się tradycyjnej Mszy Świętej. Ministranci i kapłani wychodzą w ciszy do ołtarza. Nie poprzedza ich dzwonek, nie śpiewa się żadnej pieśni. Przed ołtarzem kapłan pada na twarz, a  wszyscy obecni w Kościele klękają. Wobec zbawczej śmierci Jezusa wszelkie słowa wydaja się nieodpowiednie, wręcz niepożądane. W tej chwili cisza jest wielce wymowna.  W porze popołudniowej, w tych godzinach, w których dokonała się ofiara kalwaryjska, odprawia się specjalne nabożeństwo, którego forma sięga starożytności chrześcijańskiej.

Liturgia rozpoczyna się przy ołtarzu pozbawionym wszelkich dodatkowych sprzętów. Kościół pragnie skupić uwagę wiernych na ołtarzu, który przedstawia samego Chrystusa. Cały obrzęd liturgiczny obejmuje następujące  części: czytania, uroczyste modlitwy za całą ludzkość, adorację  krzyża, oraz procesję. Czyta się lekcję z proroka Ozeasza, która opiewa miłosierdzie Boże nad ludem - Bóg zesłał nam jedynego Syna, który umarł męczeńską śmiercią, aby nas zbawić. Czyta się także Księgę Wyjścia, w której występuje opis zabijania baranka wielkanocnego przy wyjściu do Egiptu, a  który był niejako zapowiedzią „baranka, który gładzi grzechy świata”. Uroczyste modlitwy za całą ludzkość to element nabożeństwa, który ma upamiętnić modlitwę Jezusa, który w czasie męki modlił się za swoich prześladowców. Kulminacyjnym momentem liturgii jest adoracja Krzyża, która na pamiątkę męczeńskiej śmierci Jezusa odbywa się  co roku w Jerozolimie. Zwyczaj ten został zapoczątkowany w IV w. Wierni gromadzili się przed wschodem słońca przed kolumną biczowania, a później przy grobie, by adorować drzewo Krzyża. W polskich kościołach zazwyczaj śpiewa się przy tym jedną z najbardziej przejmujących pieśni  „Ludu, mój ludu”. Ukazuje ona ogrom Bożej dobroci wobec Narodu Wybranego, a zarazem jego grzech i niewdzięczność.
Koło X w. powstał zwyczaj przechowywania Eucharystii na specjalnym ołtarzu przypominającym spoczynek Ciała Chrystusowego w grobie. Wielkopiątkową liturgię kończy przeniesienie Najświętszego Sakramentu do kaplicy, zwanej Bożym Grobem. Monstrancja jest przykryta białym welonem na pamiątkę całunu, którym spowito doczesne szczątki Jezusa. Wystawienie Najświętszego Sakramentu i figury martwego Chrystusa w dolnej części ołtarza wprowadzono z czasem , a miało na celu  uzmysłowienie  wielkości  ofiary Zbawiciela i ciężkość grzechu, który wymagał takiego okupu. 

Rozważając śmierć Jezusa, wydaje mi się ona niepojęta, a zarazem przerażająca , straszna… Umiera przecież człowiek, którego winą było głoszenie miłości! Oczywiście, rozważając śmierć Jezusa w kontekście historycznym, wiemy, że Jezus politycznie naraził się pokaźnej części Żydów (a także Rzymianom), przykładem może być  zarzucanie  obłudy faryzeuszom, choć oczywiście sprawa jest o wiele bardziej złożona. O tym słów kilka napiszę nieco dalej, odnosząc się do osoby Judasza. Wracając do tematu  - Rzymianin Piłat skazał Jezusa, jako „króla Izraela”, czyli jako przywódcę politycznego. Aby w sposób należyty zrozumieć śmierć Jezusa Chrystusa należy także rozpatrzeć ukrzyżowanie w kontekście samej kary.

Ukrzyżowanie było karą rzymską nie żydowską . Żydzi przewidywali karę śmierci, ale przez ukamienowanie. Ukrzyżowanie było karą stosowana wobec niewolników. Krzyż dla ludzi żyjących wówczas,  był znakiem śmierci w pohańbieniu, a ukrzyżowanie najstraszliwszą i najokrutniejszą torturą. Śmierć przez ukrzyżowanie była tak okrutna,  że budziła powszechny lęk, a zarazem wstręt i  obrzydzenie. Cycero w mowie przeciw Werresowi nazwał ukrzyżowanie „karą najokrutniejszą i najpotworniejszą (…) najwyższą i ostateczną karą niewolników”. Jak już wspomniałam wcześniej karano w ten sposób tylko niewolników i to za bardzo poważne  wykroczenia.

 

domki nad morzem Balfala Ostrowo Karwia domki nad morzem.jpg

 

 

Ewangelie  nie zawierają  opisu kaźni – odtwarzana jest głównie w oparciu o źródła pozabiblijne. Zgodnie ze zdobytą wiedzą,  Jezusa ukrzyżowano na krzyżu zwanym crux capitata. Składał się on z dwu części: z pionowego pala (tzw. stipes), który wkopywano w ziemię oraz z belki poprzecznej (tzw. patibulum). Belkę poprzeczną łączono z palem w czasie egzekucji. W połowie pionowego pala wystawał sęk lub kołek (tzw. sedile), na którym opierał się krzyżowany. Podpora ta była potrzebna po to, aby  ciało skazańca utrzymało się na krzyżu.  Bez tego nie dałoby rady, podtrzymywane samymi gwoździami. Przybite dłonie rozdarłyby się z powodu ciężaru zwisającego na nich ciała (G. Ricciotti). Przed ukrzyżowaniem skazańca biczowano, często czyniono to w drodze do miejsca kaźni.

Według ks. prof. Józef Kudasiewicza skazany na śmierć na  krzyżu, oddawany był w ręce czterech żołnierzy, którymi dowodził centurion. Jego obowiązkiem było stwierdzenie śmierci skazańca. Na barki skazanego kładziono poprzeczną belkę krzyża, a idący na przedzie urzędnik sądowy niósł tabliczkę z wypisaną wyraźnie winą skazańca. Droga  na miejsce kaźni wybierana była celowo przez bardziej uczęszczane ulice, wyrok miał być bowiem nagłośniony i miał działać  odstraszająco. Często dlatego skazany, niosący krzyż  narażony był na kpiny ciekawej gawiedzi i rozwścieczonego tłumu – tak też było i w przypadku Jezusa.  

Przyczyna śmierci ukrzyżowanego mogła być różna: mogła nastąpić z powodu z upływu krwi, gorączki, głodu, czy  pragnienia. Mogła być szybka, niekiedy jednak bolesna agonia trwała  nawet kilka dni. "Zdarzało się czasami, że żołnierze z własnej inicjatywy skracali życie skazańca, rozpalając pod krzyżem ognisko, by udusić go gęstym dymem, przebijając włócznią lub łamiąc mu golenie. Do czasów Augusta zwłoki pozostawały na krzyżu, aż do zupełnego rozkładu; w czasach późniejszych władze zezwalały rodzinie lub przyjaciołom zabrać ciało, co miało miejsce także w przypadku Jezusa" -  opowiada ks.prof. J.Kudasiewicz.  

Historyków, naukowców, którzy zajmują się śmiercią Jezusa było i jest bardzo wielu. Wciąż i wciąż budzi niesłychane emocje, nie tylko wśród ludzi wierzących. W końcu skazano na śmierć Boga-człowieka! Badaniom podlegał między innymi całun, którym przykryto Pana Jezusa. Profesor Idzi Panic w wywiadzie dla wirtualnej polski stwierdza: „Wiadomo, że człowiek na całunie został ukrzyżowany. Badania genetyczne potwierdzają, że krew ma 2000 lat. Całun ukazuje nam mękę tego człowieka bardzo dokładnie. Można tam dostrzec każdą ranę, którą mu zadano. Jan dokładnie tego nie opisał, bo po prostu tego nie widział. Na całunie widać sam fakt biczowania oraz koronowania cierniem. Widać przebity bok, potwornie zniszczoną jamę brzuszną. Został maltretowany przed śmiercią. Miał rozbity łuk brwiowy, zmiażdżony nos, spuchnięte usta od uderzeń i złamaną kość jarzmową. Nie ulega wątpliwości, że człowiek ten został przybity do krzyża. Gwoździe wbito w nadgarstki, by nie rozerwać rąk. Amerykańcy naukowcy robili eksperymenty na nieboszczykach, które wykazywały, że gwoździe wbite w takim miejscu powodują obkurczenie kciuków (tak zwana Bruzda Destota). Stąd jedna ręka na całunie ma cztery palce”.

 

domki nad morzem domki nad morzem domki nad morzem Balfala.jpg

 

 

Według profesora, który powołuje się na badania naukowe, w tym przypadku śmierć nastąpiła w wyniku  pęknięcia serca z powodu niedotlenienia płuc. Organizm był tak wyczerpany wcześniejszymi biczowaniem i całą tą drogą, aż pękały pęcherzyki płucne. Dalej stwierdza: „To jest potworna śmierć. Tak jakby połączenie rozrywanego serca z męką topielca. Można powiedzieć, że temu człowiekowi zadano wszelkie możliwe katusze, żeby go skutecznie zabić”. Ja nie potrafię sobie wyobrazić ogromu takiego cierpienia. Jest przerażające…

Jezus, zgodnie z nauką kościoła „został ukrzyżowany także za nas”. Dlatego Jego śmierć  jest i będzie cały czas aktualna, rzeczywista. Męczeńska  Śmierć Jezusa to najwyższy akt miłości w historii ludzkości.

 

To, co mnie jeszcze  zawsze zastanawia,  to postać samego Judasza – największego  zdrajcy w historii ludzkości…

 

domki nad morzem Balfala Ostrowo.jpg

 

Już samo imię Judasz wywołuje u chrześcijan instynktowną reakcję nagany i potępienia. Gr. Ioudas – zhellenizowana forma biblijnego Yehudah – (Juda) oznacza „chwalony”,  „sławny”  w Nowym Testamencie  występuje aż 9 postaci o tym imieniu, z czego ważne są cztery.  Istnieją natomiast  różne opinie dotyczące   znaczenia przydomku «Iskariota». Najwięcej zwolenników tłumaczy przydomek, jako „człowiek z Kariotu”, nawiązując do wioski, z której Judasz pochodził, położonej w pobliżu Hebronu i dwukrotnie wspominanej w Piśmie Świętym (Joz 15, 25; Am 2, 2). Inni interpretują go jako odmianę słowa sicarius, wskazującego na wojownika uzbrojonego w sztylet, zwany po łacinie sica. Jeszcze inni dopatrują się w tym przydomku zwykłej transkrypcji hebrajsko-aramejskiego rdzenia, oznaczającego: „ten, który miał Go wydać”. To, co mnie niezmiennie nurtuje od kilku lat, to pytanie dotyczące  przyczyny postępowania Judasza: dlaczego zdradził Jezusa? Czy rzeczywiście 30 srebrników było taką sumą, za którą ktokolwiek zdradziłby przyjaciela i swojego mentora, człowieka niewinnego?  Ba! Boga–człowieka?

 

domki letniskowe do ki and morzem domki nad morzem.jpg

 

komfortowe domki nad morzem Balfala Ostrowo Karwia.jpg

 

 

 

Ja sama odrzucam  zachłanność Judasza, jako przyczynę jego zdrady. Obecnie za 30 srebrników moglibyśmy kupić dziesięcioletni samochód, za czasów, kiedy żył Jezus Chrystus kwota ta starczyłaby zaledwie na zakup sandałów lub 5 kg wieprzowiny. Ceny podstawowych produktów znaczenie obiegały od dzisiejszych. Krawiec za uszycie szaty życzył sobie do 6 tys. zł (to dlatego o szaty Jezusa rzucono kości). Szewc za sandały pierwszej jakości mógł żądać nawet równowartość 12 tys. zł. Pół kilograma chleba kosztowało 8 zł, 0,5 l wina - 30 zł, bilet do łaźni - 2 zł. To wydaje nam się jeszcze całkiem racjonalne, ale 900 zł za 0,5 kg mięsa wołowego może szokować. Za pół kilo wieprzowiny trzeba było zapłacić - 1400 zł, a za gęś... 20 tys. zł. Tylko dziesięć razy więcej trzeba było zapłacić za niewolnika (190-280 tys. zł.(źródło wp.)

 

 

domki nad morzem Balfala Ostrowo karwia Ostrowo.jpeg

 

 

letniskowe nowoczesne domki nad morzem Balfala.jpeg

 

 

Tak wiec, jak mówi Prof. Piotr Dyczek “ Dokonując takich szacunków, trzeba uwzględnić nie tylko wartość kruszcu, ale i siłę nabywczą pieniądza. Dopiero wtedy można zaryzykować takie wyliczenie. Trzeba jednak pamiętać, że może ono służyć jedynie podkreśleniu pewnych relacji, nie można mówić o tym, że tak było na pewno ”. Judasz, znany jako jeden z   apostołów był wcześniej drobnym  handlarzem  wina.  Wśród apostołów pełnił rolę skarbnika , który pobierał pieniądze ze wspólnej kasy na wydatki związane z działalnością Jezusa i towarzyszących Mu apostołów.  Czy to już nie daje do myślenia? Mając dostęp do pieniędzy, mógł je po prostu ukraść i zbiec!

Według źródeł historycznych Judasz był członkiem żydowskiej sekty sykariuszów, będącą skrajnym odłamem  zelotów o silnych ambicjach politycznych. Jezus widziany był przez nich przez pewien czas, jako ten , który doprowadzi do rewolucji, a co za tym idzie do wyzwolenia. Przypomnę, że państwo żydowskie jest pod władzą rzymską, ale nie jest to typowa okupacja, tak jak dziś to rozumiemy.  W Trzecim roku   wybucha powstanie, po którym Judea zostaje włączona w skład imperium rzymskiego i traci część swobód oraz swoją podmiotowość.  I choć  nadal panuje swoboda wyznania i spory  zakres decyzji jest oddany Żydom, sytuacja powoduje, że część społeczeństwa  żydowskiego   dąży  do powstania i wyzwolenia spod rzymskiej niewoli (zeloci, z których właśnie wywodzi się Judasz).  To powstanie wybuchnie w końcu w roku 66 AD i zakończy się zniszczeniem Świątyni jerozolimskiej (70 r.) i bohaterską obroną Masady (73/74). W opozycji pozostają oczywiście dążący  do porozumienia z najeźdźcą i ułożenia poprawnych stosunków arcykapłani i  cały Sanhedryn. Jezus był im bardzo, powiedzmy w dużym uproszczeniu  „niewygodny”.  Widziano w nim przywódcę buntu, który może doprowadzić i porwać lud do przewrotu. Dodam, że według źródeł historycznych także Barabasz był zelotą, a może nawet jednym z przywódców tego stronnictwa, a nie zwykłym bandziorem.  Wydaje się więc racjonalne to, że z taką łatwością udało się przekonać  Żydów do nawoływania do uwolnienia właśnie jego, a nie Jezusa. Wracając do Judasza.  Jako zelota, a właściwie reprezentant skrajnego ich odłamu, także i  on  widział  w Jezusie osobę, która może porwać lud do buntu, prowadzącego do  wyzwolenie z rzymskiej niewoli.  Może Judasz miał do wyboru - zdradzić własne przekonania, w których wyrósł, o których słuszności był przekonany, może w końcu dostał wyraźne wytyczne, że ma Jezusa zdradzić? Jeśli tak, czy nie zdradziłby tak, czy inaczej?  Nie zdradzając Jezusa, zdradziłby zelotów, zdradzając ich, zdradził Boga...Jeszcze jedna kwestia do rozważenia - jeśli Judasz faktycznie wziął 30 srebrników, według mnie zrobił to dla niepoznaki, gdyby jej nie wziął, spisek by się nie udał. Judasz chce doprowadzić do wielkiego powstania i uratować Barabasza – dlatego wydaje Chrystusa, dlatego zeloci podburzają tłum i Barabasz zostaje uwolniony. Byc może było i tak,  że Judasz był  przekonany, że Jezus i tak   jako Mesjasz, w co być może niezbicie wierzył, jest nie tylko nietykalny za sprawą  swojego Boga Ojca,  ale że stanie się  cud i  nie tylko mu się nic nie stanie,  pognębi prześladowców i nareszcie wybuchnie wielkie powstanie pod Jego przywództwem, jako Mesjasza.  Kiedy jednak Jezus nie uszedł z ręki wrogów a nawet został przekazany w ręce okrutnych Rzymian, załamał się (Mt 27,3-9). Zwrócił pieniądze i popełnił samobójstwo. To też świadczy o tym, że być może jest to postać nie do gruntu zła? Byc może nie mógł żyć z samoświadomością popełnionej zbrodni? Nie wiem... Nie próbuję go rehabilitować, ale mam zawsze mieszane uczucia wobec motywów, które nim kierowały.


Istnieje także inna wersja: Judasz za pieniądze zdobyte w nagrodę za wydanie Jezusa miał kupić pole, na którym „spadł głową na dół, pękł na pół i wypłynęły wszystkie jego wnętrzności”. Dz 1,19.  Teksty ewangeliczne zwracają uwagę na inny aspekt: Jan mówi wyraźnie, że «diabeł (...) nakłonił serce Judasza Iskarioty, syna Szymona, aby Go wydał» (13, 2). Podobnie pisze Łukasz: «Wtedy szatan wstąpił w Judasza, zwanego Iskariotą, » (Łk 22, 3). W ten sposób wykracza się poza uzasadnienia historyczne i za podstawę wyjaśnień przyjmuje się osobistą odpowiedzialność Judasza, który nieszczęśliwie uległ pokusie Złego. W każdym razie zdrada Judasza pozostaje tajemnicą. Jezus traktował go jako przyjaciela (por. Mt 26, 50), jednak zachęcając, by szedł za Nim drogą błogosławieństw, nie naruszał jego woli, nie chronił przed pokusami szatańskimi, szanując ludzką wolność. Być może właśnie największą tragedią Judasza było to, że  chciał widzieć Mistrza według swoich marzeń. W każdym bądź razie  dla mnie to postać  tragiczna.

 

Wielki Piątek to Dzień smutku i żałoby, dlatego na pamiątkę i dla uczczenia męczeńskiej śmierci Jezusa, tego dnia tradycja chrześcijańska nakazuje ścisły post. Dawniej był obchodzony bardzo restrykcyjnie, dziś powstrzymujemy się od spożywania jedynie potraw mięsnych. Wcześniej nie spożywano również nabiału, chociaż dopuszczano  wyjątkowo niektóre potrawy, jak np. bobrze ogony, które   były traktowane jak ryby, podczas gdy pozostała część zwierzęcia była uważana za mięso.  „Potrawy postne były bardzo zróżnicowane, głównie ze względu na status społeczny. W chłopskich domach jadano potrawy proste, jak żur z mąki żytniej, kapusta z grochem, kasza, ziemniaki z cebulą, ale też śledzie, które w wiejskich domach były rzadkością” – wylicza znany kucharz Jan Kuroń.
Oczywiście w bogatszych domach na postnych stołach gościły inne potrawy. Kuchnia magnacka była zdecydowanie  bardziej  urozmaicona. Przeważały w niej ryby, doprawiane na różne sposoby z dużą ilością orientalnych przypraw, jak imbir, pieprz czy goździki. „Z jadłem wiązały się też ciekawe obrzędy. W tradycji ludowej na koniec Wielkiego Postu żegnano postny żur. Był on wylewany, a uprzykrzonego śledzia zakopywano” – przypomina znany kucharz.

 

 

Na sam koniec moich rozważań, chciałabym Wam życzyć zdrowych i wesołych Świąt Wielkanocnych  oraz błogosławieństwa Jezusa Zmartwychwstałego. Wszystkiego dobrego!

 

Zamiast kartki świątecznej, zdjęcia  pisanek zrobionych  przez moje dzieci. Najbardziej rozbawił mnie mój syn, który na jednym  jajku wielkanocnym namalował Bednarka (ta wyszczerzona w uśmiechu pisanka), na drugim Klakiera ;););)

 

dommi letniskowe letniekowe domki nad morzem domki nad morzem Balfala.JPG

 

 

komfortowe domki nad morzem Balfala Ostrowo karwia domki nad morzem.JPG


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Domki nad morzem Balfala słów kilka o dworach i pałacach połnocnych Kaszub.

czwartek, 12 marca 2015 16:33

 

 

 

Wszystkie z pokazanych na powyższej mapce dworów i pałaców  posiadają swój niezwykły urok i ciekawą historię, jakiś niezwykły czar, który -  przynajmniej w moim przypadku – zmusza do refleksji, oddziałuje na moją wyobraźnię i wzbudza, ciągle niemalejącą  ciekawość.  Niezależnie od tego, czy są drewniane, czy murowane, wspaniale zdobione czy nieco skromniejsze, należące do wielkich i bogatych rodów lub do średniozamożnej szlachty – wszystkie posiadają niepowtarzalny urok. Przeważająca większość z nich  budowana była, jako wiejska siedziba zamożnych rodzin szlacheckich, które posiadały swoje posiadłości rolne na terenie Kaszub, co jednocześnie tłumaczy zabudowania folwarczne, stajnie i parki, którymi niejednokrotnie były otoczone. Niestety, choć bardzo nad tym ubolewam i zapewne nie ja tylko,  nie wszystkie udało się uratować przed zniszczeniem i degradacją. Na całe szczęście w większości przypadków te, które przetrwały, często zyskują nowe życie i stają się bardzo wartościowymi atrakcjami turystycznymi.

Szlak Dworów i Pałaców Północnych Kaszub prowadzi przez 18 obiektów położonych w różnych, nieraz wyjątkowo malowniczych zakątkach. Niektóre z nich znajdują się  w miastach, inne  na wsi. W tym wpisie pokrótce opiszę część  z nich, w innym czasie zajmę się pozostałymi. Więcej uwagi chcę poświęcić Krokowej, mianowicie z trzech powodów – dlatego, że jest najbliżej Ostrowa – zaledwie 7 km od domków nad morzem Balfala, po drugie dlatego, że jest to miejsce, które bardzo mi się podoba, po trzecie dlatego, że wzbudza liczne kontrowersje, o których swojego czasu prasa bardzo się rozpisywała. Ale to pozostawiam sobie na koniec wpisu.

Zacznijmy od miasta, czyli   Pałacu Przebendowskich i Keyserlingów w Wejherowie.

 letniskowe domki nad morzem alfala letniskowe domki nad morzem Balfala Karwia Karwia ostrowo Ostrowo

 

Bryła budynku jest zupełnie  nietypowa dla pałaców Pomorza, kształtem i wyglądem nawiązuje do willi południowych Włoch. Ostateczny kształt nadano pałacowi w połowie XIX wieku, obecnie prezentuje sobą styl neogotycki z wyraźnymi elementami renesansu. Obecnie w Pałacu mieści się Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko - Pomorskiej. Gromadzi ono i upowszechnia kaszubskie oraz pomorskie zabytki piśmiennicze i muzyczne. Poza regionalnymi zbiorami można tu znaleźć dokumenty z początków miasta Wejherowa. Muzeum gromadzi również literaturę, prasę, rękopisy, kartografię, numizmaty, grafiki, muzykalia i dokumenty życia społecznego, a także materiały etnograficzne. Przez ponad 30 lat działalności Muzeum, zgromadzono ponad 100 tysięcy eksponatów! Można tu znaleźć (to mnie zaskoczyło bardzo!)   opublikowane w 1657 r. kazanie ks. Stanisława Trebnica wygłoszone na pogrzebie założyciela miasta Jakuba Wejhera. W Pałacu Przebendowskich znajduje się także wiele  dzieł, rękopisów i starodruków oraz  pamiątek po pisarzach i działaczach kaszubsko-pomorskich. Jest dział audiowizualny i oświatowy.

 

Należałoby w tym miejscu podkreślić, że poza Kaszubami, żaden region nie ma muzeum poświęconego swojemu piśmiennictwu i muzyce. Przy Pałacu znajduje się rozległy, bardzo ładny -  Park Majkowskiego.

Niebywałą atrakcją dla turystów i zagadką dla historyków sztuki, są odkryte podczas remontu pałacu malowidła naścienne. Wykonane są w stylu malarstwa pompejańskiego (15 r. p.n.e. - 63 r n.e.) i przedstawiają uroki przyrody oraz architektury Włoch. Polichromią o wysokiej wartości artystycznej, pokryte są wszystkie pomieszczenia pałacu.

Warto -  planując wycieczkę do Wejherowa obejrzeć najpierw film o Adelajdzie de Lynear (Keyserling) pt. "Adelajda".

 

 

domki nad morzem Balfala komfortowe.jpg

 

Opowiada historię Adeli de Lynear z Keyserlingów z romansem w tle. Przedstawiając historię jej miłości do pruskiego oficera Karla de Lynear, zapoznacie się również z historią tamtych czasów, dowiecie się o  stosunkach  panujących w pałacu, relacjach państwo – służba itp. Kroniki na temat samej Adeli mówią bardzo niewiele. Jej miłość do Karla musiała być silna i niezachwiana, skoro popełniła mezalians i  zostawiwszy rodzinne bogactwo, wyszła za mąż za biedniejszego oficera armii pruskiej i przeszła na katolicyzm. Adela zmarła młodo, przypuszczalnie przy porodzie. Grób Adelajdy znajduje się na wejherowskiej kalwarii. Rodzina prawdopodobnie nie zgodziła się na pochówek na rodowym cmentarzu. Los sprawił, że dzisiaj jest to jedyna mogiła przedstawiciela rodziny Keyserlingów w tym mieście.

Może Wam się przydadzą informacje poniżej  :)

Pałac Przebendowskich i Keyserlingków

ul. Zamkowa 2a, 84-200 Wejherowo

tel. 58 672 29 56

e-mail: sekretariat@muzeum.wejherowo.pl

www: www.muzeum.wejherowo.pl

Czynne pn.-pt. 10.00-17.00, sob.-niedz. 11.00-17.00

Ceny biletów: 5 zł normalny, 2,5 zł ulgowy

Rezerwacja dla grup zorganizowanych - 58 736 18 21

Zwiedzanie indywidualne:

- wystaw stałych i czasowych możliwe codziennie:

  • w sezonie: (od 1.05 do 30.09)
  • poniedziałek – piątek 9:00 – 18:00
  • sobota - niedziela 11:00 – 17:00 (poniedziałek bezpłatnie)

- poza sezonem:

  • poniedziałek – piątek 9:00 – 15:00
  • sobota - niedziela 11:00 – 17:00 (niedziela bezpłatnie)

- Zbiory udostępniane po uprzednim uzgodnieniu telefonicznym.

  • Czytelnie czynne: poniedziałek - piątek 8.00 – 15.00

 

Do Wejherowa najłatwiej dojechać z domków nad morzem Balfala drogą nr 218, a  zajmie to Wam niecałe 40 minut, jako że do muzeum mamy 34 km.

 

Dworek pod Lipami w Rumii , który znajduje się przy  ulicy Mickewicza 19, znany też jako  Dworek Kuscha, to  obecnie siedziba Miejskiego Domu Kultury. Mieści się w nim wystawa "Dzieje Rumii" zorganizowana i prowadzona przez dyrektora MDK, pana Ludwika Bacha. Można tu zobaczyć stare monety, dokumenty, obrazy dawnych, nie istniejących już obiektów, tabakiery, kule muszkietowe z XVIII w., dawne narzędzia, a nawet bieliznę.
Rumski Dom Kultury tętni życiem. Odbywają się w nim  spotkania z ciekawymi ludźmi, koncerty, biesiady literackie. Historycy z sekcji działającej przy MDK, wspólnie z członkami miejscowego oddziału Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego opiekują się rumskimi ruinami XV-wiecznego kościółka i sąsiednim, równie starym cmentarzem.

 

komfortowe domki nad morzem Balfala domki nad morzem Balfala Ostrowo domki nad morzem domki nad morz

 

Do Dworku z domków nad morzem Balfala jest 39 km.

 

Pozycja trzecia, którą możecie znaleźć na naszej mapce, zaprezentowanej na samym początku wpisu,  to Pałac Wieniawa w Rekowie Górnym. To prawdziwa architektoniczna perełka Północnych Kaszub, którego twórca, inspirowany architekturą włoską, zbudował przepiękny eklektyczny budynek. Historia Rekowa zaczęła się już w średniowieczu. Najprawdopodobniej była rycerską posiadłością, o czym świadczą zapiski pochodzące z XIV. Nowy pałac datowany jest na 1871 rok, kiedy powstał urokliwy budynek na szczycie wzniesienia. Kiedy  obiekt przeszedł w ręce doktora Paula Mahncka, zbudowano tu  kuźnię, która dziś jest znana jako kaplica Świętego Huberta. Po zakończeniu II wojny światowej właściciel opuścił swój majątek, który został zdewastowany.

 

Zdjęcie znalezione przeze mnie w sieci. Tak wyglądał pałac przed remontem...

domki nad morzem balfala domki nad morzem balfala domki nad morzem domki nad morzem balfala.jpg

 

A tak wygląda po remoncie. Oczy cieszy taki widok i  serce raduje :)

 

domki nad morzem Balfala komfortowe nowoczesne domki nad morzem.jpg

 

Jak większość pałaców na Kaszubach, budynek w latach 60 - tych pełnił funkcję domu gospodarczego w Państwowym Gospodarstwie Rolnym. Dopiero w 1994 roku dworek wrócił w ręce prywatne i rozpoczęto jego remont, który trwał aż do 2006 roku. Budynek został pieczołowicie odrestaurowany, zgodnie z wymogami konserwatorskimi, a przyległy park przeszedł odnowę, odzyskujący tym samym dawnego ducha i stając się idealnym miejscem do spacerów i zabaw. Obecnie w dworku mieści się Hotel Wieniawa oraz restauracja, w której  warto spróbować lokalnych potraw.

Do Rekowa Górnego dzieli nas 30 km. Myślę, że dojechanie do tego miejsca z Ostrowa,  może zająć około 30 minut .

 

Pałac w Kłaninie -  M.Orłowicz w "Ilustrowanym przewodniku po województwie pomorskiem" z 1924 roku tak opisuje Kłanino: "(...) dwór w pięknym parku, własność von Grassa, w którym jest prześliczny okaz drzewa mamutowego. Drzewo to mające dopiero 70 lat, posiada pień o obwodzie 4,4m, a wierzchołkiem przewyższa już największe drzewa w sąsiedztwie(...)"   - to tak w ramach krótkiego wprowadzenia. Przejdźmy do konkretów.

Pałac powstał w drugiej połowie XVII wieku, jako letnia rezydencja von Grassów.  W XIX wieku uległ przebudowie i właśnie dzięki tym zmianom mamy obecny, eklektyczny kształt. Do Pałacu  prowadzi długa aleja, wysadzana wiekowymi lipami, która kończy się na XIX-wiecznej pałacowej bramie ze stalową, ażurową kratą. Pałac jest murowany z cegły, otynkowany, założony na planie prostokąta z bocznymi skrzydłami, wieżą widokową oraz tarasem na piętrze przy wschodniej elewacji. Wewnątrz budynku można dostrzec zachowany pierwotny układ pomieszczeń z ogromnym holem. To, na co warto zwrócić uwagę, to fakt, że udało się tu zachować oryginalne   wyposażenie i wystrój.  XVII wieczna klatka schodowa, sień z ozdobnym stropem, czy kominek z 1604 roku – wszystkie te elementy są autentyczne. Zachować się je udało zapewne dzięki temu, że pałac  nie uległ zniszczeniu w trakcie II wojny światowej. Zabudowania pałacowe otoczone są pięknym, zabytkowym parkiem z licznymi rzadkimi okazami: miłorzębem japońskim, klonem japońskim, cisami, czy platanem. Wewnątrz parku znajduje się altana z końca XIX w, która zbudowana została na  bazie konstrukcji szkieletowej, wypełnionej cegłą. Zaledwie  kilka metrów od niej rośnie okazały ponad 300 letni dąb, który został uznany za pomnik przyrody.

Przez jakiś czas pałac był siedzibą Technikum Rolniczego, później zaś ośrodkiem wczasowym jednej ze śląskich kopalń. Obecnie jest własnością prywatną i pełni funkcje hotelowe.

 

kłanino komfortowe domki nad morezm balfala.jpg

 

 

Skan z folderu wystawy "Kaszuby północne na starych pocztówkach" przygotowanej przez Westpreußische Landesmuseum, prezentowej na zamku w Krokowej w roku 2001.

 

kłanino domki nad morzem Balfala.jpg

Zdjęcie z Kłanina,. letniej rezydencji von Grassów. Po pożarze w 1942 roku folwarku w Starzyńskim Dworze przeprowadzili się do pałacu, kupionego od Ustarbowskich za 20 tys. Talarów (taka mała ciekawostka)

Tak prezentuje się teraz:

 

domki nad morzem Balfala letniskowe domki nad morzem Balfala Ostrow.JPG

Zdjęcie zostało wykonane przez prowadzącego bloga http://klanino-zachodniopomorskie.blogspot.com. W blogu jest wyraźna notka: "Wyrażam zgodę na dalsze ich przetwarzanie - blog po to służy". Miło mi zatem bardzo, że mogłam ze zdjęć skorzystać.

 

I jeszcze jedno z tego samego źródła:

 

domki nad morzem Balfala letniskowe komfortowe.jpg

Zdjęcia są bardzo ładne! Dziękujemy!

Od nas – z domków nad morzem Balfala  - około 65 km.

Pozycja piąta na naszej liście to  wzniesiony w 1840 roku Pałac w Rzucewie – małej  miejscowości nad Zatoką Pucką, która  należała niegdyś do rodu Sobieskich. Wiadome jest, że  Król bywał na ziemiach rzucewskich i puckich 22-28.09.1677r. oraz 28.01.1678. Wiadomo również, że na terenach rzucewskich bywała wielokrotnie z dziećmi królowa Marysieńka. Dobra zmieniały wielokrotnie właścicieli. Obecny pałac wybudowany został na podstawie projektu znanego niemieckiego architekta Fryderyka Augusta Stülera (twórcy m.in. pałacu Czartoryskich w Rokosowie), kiedy właścicielem ziem rzucewskich był Gustaw von Below, a który stał się właścicielem tych ziem poprzez zawarcie związku małżeńskiego z  Emmą von Keyserlingk, która wniosła  majątek, jako wiano do związku z w 1837 roku. (Tak się kiedyś robiło interesy! Chociaż podejrzewam, że korzyści oczywiście były obopólne).

Po II wojnie Światowej pałac został  zaadaptowany na szkołę rolniczą, obecnie mieści się tu luksusowy hotel Zamek Jan III Sobieski.

 letniskowe domki nad morzem alfala letniskowe domki nad morzem Balfala Karwia Karwia ostrow.jpg

 

Warto wspomnieć, że w okolicy Rzucewa znajduje się grupa głazów narzutowych Dwunastu Apostołów, stanowiąca pomnik przyrody. Poza tym, we wsi zostały znalezione pierwsze ślady (wyroby bursztynu) neolitycznej kultury rzucewskiej . Znajduje się tu również odkryta w 1894 roku tzw. osada łowców fok - ważne miejsce badań archeologicznych nad południowym Bałtykiem. Między wrześniem 2012 a czerwcem 2013 zbudowano tu Park Kulturowy: muzeum na wolnym powietrzu z rekonstrukcjami obiektów archeologicznych oraz stałą ekspozycją archeologiczną w tzw. Chacie Kaszubskiej.

Od domków nad morzem Balfala i od Ostrowa najlepiej dojechać drogą Pucką, a zajmie to niecałe 30 minut.

Przechodzimy do mojego ulubionego miejsca!

Zdjęcie poniżej zrobiła moja koleżanka Marta, pozostałe to dzieło Ani. Dziękuje im z całego serca! Wspierają mnie zdjęciami od samego początku istnienia domków nad morzem Balfala :).

Na potrzeby naszej wycieczki umówiliśmy się z panią przewodnik, która w bardzo ciekawy sposób opowiadała o historii Pałacu. Na zdjęciu jesteśmy na mostku,  nad fosą. Cały most został zrekonstruowany na podstawie dokumentów archiwalnych. Tylko jedna cegła w całej konstrukcji jest oryginalna. Dzieci miały świetną zabawę, kiedy otrzymały zadanie jej znalezienia. Udało się!

domki letniskowe nad morzem Balfala domki nad morzem domki nad morzem.jpg

 

Zamek w Krokowej – o tym miejscu wspominałam wam wielokrotnie, z racji tego, że zauroczyło mnie, od pierwszego razu, kiedy tam byłam. Krokowa, w której mieści się przepiękny kompleks pałacowy, to wieś położona od Ostrowa o zaledwie o 7km, przy skrzyżowaniu dróg wojewódzkich nr 213 i nr 218. Tu także mamy hotel i restaurację, z tym, że obiekt funkcjonuje tu na nieco odmiennych zasadach.  Można umówić się na zwiedzanie obiektu z przewodnikiem i odwiedzić nie tylko pałac, ale także  tutejsze Muzeum Regionalne.

domki nad morzem Balfala d.jpg

Poniżej kilka fotek zrobionych w muzeum.

 

nowoczesne domki nad morzem Balfala domki nad morzem.jpg

 

 

W muzeum organizowane są wystawy tematyczne i różnego rodzaju warsztaty. Kiedy my odwiedzaliśmy Krokową, mogliśmy zobaczyć wystawę Aniołów.

 

nowoczesne domki nad morzem Balfala komfortowe domki nad morzem Balfala.jpg

 

 

komfortowe nowoczesne domki nad morzem Ostrowo karwia balfala.jpg

 

Korzystając z okazji zapoznaliśmy się z mapą, na której widać, co ciekawego w okolicy domków nad morzem Balfala można jeszcze zobaczyć.

 

 

komfortowe domki nad morzem Balfala Domki nad morzem Domki nad morzem Ostrowo.jpg

 

Pani przewodnik o wystawie i historii zamku opowiadała z ogromnym przejęciem. Widać, że kocha to miejsce.

 

 

domki nad morzem Balfala.jpg

 

 

Pałac prezentuje się zachwycająco - otoczony pięknym parkiem,stanowiącym niewielką pozostałość po swoim XVIII-wiecznym pierwowzorze, a uważanym wówczas za jeden z największych w Europie, wcześniej zwany Wielkim Parkiem Romantyczno-Krajobrazowym.

 domki nad morzem karwia ostrowo domki Balfala.jpg

 

 

 letniskowe domki nad morzem balfala domki nad morzem.jpg

 

W czarno- białej odsłonie również zachwyca!

 

komfortowe domki nad morzem Balfala.jpg

 

 

Ostrowo domki nad morzem balfala.jpg

Wróćmy do słowa pisanego na chwilkę.

Park założyła hrabina Luiza von Krockow. Wspominając Hrabinę warto wspomnieć, że jak każdy zamek, tak i ten w Krokowej ma swoją białą damę i jest nią właśnie Luiza von Krockow - piękna i utalentowana, która jak nikt inny przyczyniła się do rozkwitu zamku w XVIII wieku. Kiedy zwiedzałam zamek, przewodnik opowiedział historię osób, które tu mieszkały na przestrzeni dziejów. Po roku 1725 obserwować można prawdziwą  huśtawkę tożsamości narodowych, która  osiągnęła wielka, tragiczną nawet amplitudę. Chociaż w większości von Krockowowie skłaniali się ku Prusom, dwa razy dziedziczki dóbr wychodziły za mąż za Polaków (raz za Wejhera, drugi raz za Dąbrowskiego) i  doprowadzały do przejścia majątku w polskie ręce. Zgłębiając historię rodu Von Krokov odnajdziemy  tu nie tylko niespełnioną miłość, ale historię dwóch braci Henryka i Reinholda, których los rzucił na front wojenny, a walczyli każdy po innej stronie.

 

 

domki nad morzem Balfala letniskowe domki nad morzem Balfala.jpg

 

domki nad morzem Balfala komfortowe Balfala.jpg

 

W latach trzydziestych najstarszy z braci, Reinhold, otrzymał powołanie do wojska polskiego. Przeszedł szkolenie. Młodszy Heinrich wyjechał na studia do Niemiec. Po ich ukończeniu postanowił zostać w Niemczech, podjął pracę w banku.  I tym sposobem stanęli naprzeciwko siebie po dwóch stronach frontu. Oficer Wehrmachtu i polski ułan, który wybrał polskość. Niestety, można westchnąć, bo z tego, co się dowiedziałam, nie długo bronił Polski - kiedy dostaje się do niewoli, udowadnia Niemcom, kim jest, a następnie  wraca do majątku, żeni się, rodzą mu się dzieci… W końcu jednak znów idzie na front, podobno po to, by uratować przed kamaszami kaszubskiego chłopa, ojca pięciorga dzieci – chciałoby się wierzyć w prawdziwość tej historii. Braci von Krokov  było czterech, oprócz dwóch wspomnianych, byli jeszcze Urlich i Albrecht. Urlich także uciekł  na niemiecką stronę, zaciągają się do hitlerowskiego wojska. Cała trójka uczestniczy w walkach września, oprócz  26-letniego Albrechta, który ma być na czas wojny gospodarzem majątku. Aby uniknąć rozkazu mobilizacyjnego, dokonuje samookaleczenia - traci palec u nogi. Gospodarzem jest  w Krokowej do początku 1945 r., potem ucieka z żoną tuż przed nadejściem Armii Czerwonej. Lata powojenne mieszka w RFN, gdzie pracuje jako wyższej rangi urzędnik. W 1983 r. przyjeżdża do Polski, odwiedza rodzinne ziemie.  Podejrzewam, co musiał czuć,  kiedy zobaczył popadający w ruinę zamek i dwory, biedę i niegospodarność pegeerów. Kiedy  upada PRL ,  Albrecht wraca pod Puck. Doprowadza do remontu kapitalnego zamku w Krokowej - za pieniądze Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Dostaje od władz samorządowych prawo do zamieszkania w rodowej siedzibie - dwa nieduże apartamenty na wieczyste użytkowanie. Miejscowi wspominają  go jako dobrego Pana, który ponoć uratował od rzeźni w Piaśnicy dwoje osób.

Ta historia  budzi ciągle wiele kontrowersji, stały się one pożywką mediów, gdy na jaw wyszło, że Albrecht von Krokow przynależał do SS  i trochę trudno się dziwić, że sprawa budzi takie emocje. Polacy ciągle jeszcze pamiętają grozę wojny. A przecież zaledwie 12 km od Krokowej w Piaśnicy dokonano masowych  mordów na Polakach w latach 1939 i 1940.  Muszę powiedzieć, że historia Albrechta po 1990 r., gdy wrócił do Krokowej i stał się rzecznikiem pojednania polsko-niemieckiego wzbudza ogromne zainteresowanie. Czy stały za jego powrotem jedynie nadzieje na odzyskanie rodowej posiadłości? Nie wiem. Chcę myśleć, że nie. Losy mieszkańców Pomorza są trudne i niesamowicie poplątane, a przez to fascynujące, nie tylko z punktu widzenia osoby, która kocha historię. Życie nie jest niestety czarno białe, a  takich dwuznacznych postaci jest w naszej najnowszej historii bardzo dużo. Iluż to byłych członków PPR i PZPR nie tylko nie traciło polskiego obywatelstwa, ale zasiadało i nadal  zasiada na wysokich państwowych posadach - w tym i w kancelarii prezydenta RP! Dlatego stwierdzam z całą stanowczością – nie mnie ferować wyroki!

Rozpisałam się… W każdym bądź razie  -  uwielbiam to miejsce, cieszę się, że zostało odrestaurowane, że docenione zostało jego piękno. Nie ulega wątpliwości, że Pałac w Krokowej to perełka architektury,  miejsce chętnie odwiedzane przez gości z całego świata. Trudno im się dziwić, skoro urzeka swoją atmosferą niezwykłości, tajemniczości, pobudza naszą wyobraźnię i w których nasze ślady krzyżują się ze śladami królów, arystokratów filozofów i artystów, ludzi którzy mieszkali lub gościli w tym miejscu wieki temu. Nie można tez zaprzeczyć temu, że swój ogromny wkład w jego odrestaurowanie oraz w to, że funkcjonuje ono w takiej postaci, to zasługa także, a może głównie dawnych właścicieli pałacu.

Na fotografii Albrecht von Krokow

domki domki domki morze morze balfala balfala.jpg

 

 

Wnętrze pałacu zostało równie pieczołowicie odrestaurowane, co fasada zewnętrzna. Liczne eksponaty, jakie udało się zebrać zostały udostępnione turystom do obejrzenia.

 

 

 

luksusowe domki nad morze Balfala domki nad morzem.jpg

 

W podziemiach pałacu ...

 

nowoczesne nowoczesne domki domki nad morzem nad morzem.jpg

 

Można się zapatrzeć... Park jest bardzo zadbany.

 

 

luksusowe nowoczesne domki nad morzem ostrwowo.jpg

 

 

I nie dziwi fakt, że w pałacu organizowane są  liczne imprezy - konferencje, wesela. Sala bankietowa poniżej na zdjeciu.

 

letniskowe domki nad morzem balfala karwia Karwia Karwia.jpg

 

Sufit, który widzicie na zdjeciu,to autentyk. Udało się go zachować przed zniszczeniem, kiedy do Krokowej wkroczyła Armia Czerwona. Piękny, prawda? W pomieszczeniu, w którym się znajduje, obecnie jest restauracja. Polecam skosztowanie potraw, jakie serwuje pałacowa kuchnia. Raj dla podniebienia!

 

letniskowe domki adm morzem Balfala letniskowe domki nad morzem.jpg

 

Na koniec zamieszczę we wpisie fragmenty znakomitej  książki pióra Stefana Żeromskiego  "Wiatr od morza", która podobno pisana była właśnie w Krokowej, do której pisarz chętnie w gościnę przyjeżdżał:

 „O, drzewa! Jakaż mowa wypowiedzieć by mogła wspomnienie ich szumu!... Olbrzymie świerki o konarach rozpostartych po ziemi, po szorstkim, nagim, zimnym gruncie, gałęzie wielkie i dalekie, obwieszone włochatymi kiściami! Szczyty kołyszące się wśród obłoków marcowych, przepływających nisko nad ziemią! Samotna jodła chwieje się tam wśród pustej, rudej łąki. Pień jej, niebieski prawie, przechodząc w szczyt uschnięty podaje się naprzód i w tył, wahadło żalu w tym ciemnym ogrodzie. Nasunął się przed oczy ów park równie stary jak pałac. Niektóre zaś w nim drzewa stare są pewnie jak okoliczne góry. Rozesłany między cudnymi Pomorza wzgórzami, na ogromnej, wielomorgowej przestrzeni, połączył się z lasami, które po górach płyną w dal jako jedna wielka chmura. Długie aleje lip otwierały się przed oczyma rozcinając park na połowy. Nad smutnym, ciemnym basenem, leżącym w kamiennym łożysku, stały te drzewa obumarłe. Szelest wody spadającej ze zbiornika do niszy kamiennej, wyciosanej w wielkim głazie, łączył się z szumem, który wydają na wietrze konary drzew odartych z listowia. Za alejami lip z prawej i lewej strony rozpościerały się półkola iglastych olbrzymów, w czarną masę zwartych, straszących ludzi szumem swym w noce marcowe. Przypominały się puste łąki, na których samotne, porzucone jodły lub dęby, praszczurzy tej okolicy, taiły w kształtach swych nieodgadnioną dumę czasów, wzgardliwą na wszystko ludzkie obojętność, a przecie wszystko ludzkie pociągającą ku sobie.”

„Pałac od strony ogrodu miał kształt podkowy. Dwa jego boczne skrzydła stały naprzeciwko siebie. W tych dwu skrzydłach mieściły się sypialnie i pokoje gościnne, podczas gdy główny, środkowy korpus pałacu zawierał salony i jadalnie. Miejsce zawarte między skrzydłami i korpusem gmachu wypełniły kwietniki i gazony z egzotycznymi krzewami. Otto miał z dawna pokój w prawej oficynie. Teresa z teściową mieszkała w lewym skrzydle pałacu. Tak więc dniami i nocami przebywali naprzeciwko siebie. Jednego wieczora Otto poprosił Teresę, aby idąc na spoczynek nie zasłaniała okna. Po chwili jął prosić, żeby stojąc za światłem zrzuciła ze siebie suknie i bieliznę. Sam tego wieczora nie zapalił światła w swoim pokoju. Teresa posłusznie oświetliła jaskrawo swój pokój, nie zapuściwszy firanek. Silnie płonącą lampę postawiła na stoliczku przy oknie, a sama zupełnie obnażona wysunęła się na tło ciemnej kotary. Nikt nie mógł jej widzieć z dołu ani z głębi ogrodu. Tylko ciemne okno z przeciwka wlepiło w nią swe nienasycone otchłanie, Następnego dnia nie spotkali się przy wspólnym śniadaniu. Otto był od rana gdzieś w lasach. Służący jego mówił, iż pan hrabia poluje. W gruncie rzeczy hrabia Otto przebiegał drogi i ścieżki leśne, zmagając się z potężnym wiatrem, który tego dnia nachylał połacie drzew i wiał wszystkimi dolinami. Zmagał się również ze sobą, usiłując potężnym zmęczeniem fizycznym, przebieganiem ze wzgórz na wzgórza, cwałem wzdłuż dolin wzniesionych ku górze, gdy silny wiatr w twarz go smagał, pokonać w sobie bestię rozszalałą. Skoro o zmierzchu wrócił do domu, polecił lokajowi, żeby zapytał panie, czy do nich przyjść może. Przyszedł zaś niewesoły, wzburzony, dziwny, prawie niegrzeczny. Wyrzekał długo przed macochą na zły stan gospodarstwa w majątku. Gdy macocha usiłowała wytłumaczyć mu przyczyny wielu owych niepomyślnych objawów i wyszła do sąsiedniego pokoju po jakieś papiery, wsunął Teresie w rękę małą karteczkę. Na tej karteczce była wypisana drobnym pismem marszruta poprzez pokoje bawialne i korytarze w jego oficynie. Po prostu kazał jej przyjść do siebie, wszystko urządziwszy przezornie, po rozesłaniu w różne strony fagasów. Jak w ordynarnym romansie, zawołał ją do siebie. Na pospolitą, nocną schadzkę.”

Na zdjęciu - pisarz Stefan Żeromski.

komfortowe nowoczesne letniskowe domki nad morzem Balfala.jpg

 

 

„Wracając na ziemię”, oderwawszy się od historii miłosnych, powiem słów kilka o tym, co można zobaczyć w zamku w Krokowej:

  • Parter:Archivum Crocovianum - wystawa poświęcona rodzinie Krokowskich/von Krockow
  • I piętro: sala imienia Stefana Żeromskiego, urządzona w stylu typowego gdańskiego wnętrza mieszczańskiego. Są w niej reprezentowane wartościowe meble z II połowy XIX wieku będące własnością prof. dr. Joachima i Lore Stoermer z Essen, wcześniej z Gdańska.
  • I piętro: sala imienia Wejhera - znakomite eksponaty srebrne, ceramiczne i malarskie, pochodzących ze zbiorów Muzeum Prus Zachodnich w Münster.
  • I piętro: sala imienia Sobieskiego - Galeria Zamkowa (wystawy czasowe)

 

Jeszcze kilka słów o muzeum -  przytulone do muru otaczającego park, powstało  w XVIII i było gospodą wiejską pod nazwą "Pod księciem Mestwinem". Właścicielem oberży, jak się można łatwo wnioskować , była rodzina Krokowskich. Dzisiaj, w dawnej sali tanecznej, znaleźć można pamiątki umożliwiające zapoznanie się ze sztuką i historią regionu pomorskiego, a także skomplikowanych i burzliwych losów Kaszubów, Polaków i Niemców, które składają się na obraz dziejów Północnych Kaszub. Jest to jedyne w Polsce muzeum polsko-niemieckie. Są tu zbiory etnograficzne, a także wystawa pamiątek rodzinnych po dawnej rodzinie właścicieli zamku. Odbywają się tu także czasowe wystawy historyczne i artystyczne. W Zamku można zobaczyć wystawę poświęconą rodzinie Krokowskich, eksponaty srebrne, ceramiczne i malarskie oraz meble z II poł. XIX w.

Ale na tym nie koniec. Trzecią atrakcją historyczną Krokowej jest Kościół p.w. św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Krokowej. Obecny - neogotycki kościół powstał wg projektu Karola Gustawa Adolfa von Krockow i jest na takim samym planie jak rotterdamska katedra. Kościół usytuowany jest w centrum wsi, u zbiegu głównych dróg.

 Balfala domki nad morzem letniskowe domki nad morzem Balfala.jpg

Zainteresowanym  podaję dane kontaktowe, które być może się przydadzą, jeśli chcielibyście skorzystać z przewodnika, który opowiedziałby Wam szerzej o historii zamku.

Muzeum Regionalne w Krokowej
ul. Zamkowa 1
84-110 Krokowa
tel. +48 58 7742111 wew. 115
tel. kom. +48 669 790 700
Grażyna Patryn – Kustosz

 

Godziny otwarcia:

  • Maj – Czerwiec: codziennie od 11:00 do 17:00 (oprócz soboty i niedzieli)
  • Lipiec – Sierpień:codziennie 10:00 – 18:00
  • Wrzesień – Kwiecień: codziennie od 11:00 do 16:00 (oprócz niedziel i poniedziałków)

 

Cennik:

Normalny– 5 zł
Ulgowy – 2,50 zł (dzieci, studenci, 60+)
Rodzinny – 10 zł (2 dorosłych + do 3 dzieci)
Przy grupie powyżej 10 osób: Normalny 3 zł,Ulgowy – 2 zł

 

Oprowadzania:

W okresie lipiec – sierpień istnieje możliwość zorganizowania oprowadzania dla gości indywidualnych.
10,- zł od osoby. Proponujemy zwiedzanie Muzeum, Zamku i Parku z przewodnikiem po wcześniejszym zgłoszeniu. Oprowadzanie w języku polskim - 50,- zł; w języku niemieckim – 80,- zł

 

Dziękuję Wszystkim tym, którzy lajkują moje wpisy. Mam nadzieję, że nie zanudzam Was zbytnio. Jeżeli dobrnęliście do końca – pozostaje mi pogratulować cierpliwości i jednocześnie wyrozumiałości dla mojego pisania, pozawalam sobie także  na małą iskierkę nadziei, że dowiedzieliście się ode mnie czegoś zupełnie nowego!

Pozdrawiam serdecznie!

 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Słońce eliksir zdrowia i młodości?

niedziela, 08 lutego 2015 17:32

Dziś trochę przekornie, może nawet trochę kontrowersyjnie. Dlatego już  na samym początku  chcę podkreślić, że wszystkie informacje zgromadzone tu przeze mnie, nie są moimi wywodami, wyssanymi z palca. Na końcu  znajdziecie wykaz pozycji, którymi się posiłkowałam, przy pisaniu tego krótkiego wpisu. Nie jestem restrykcyjną maniaczką propagującą zdrowy tryb życia, ale nie ukrywam, że staram się przynajmniej w granicach moich możliwości zdrowo się odżywiać, prowadzić uregulowany tryb życia. W związku z tym, że mąż pracuje w branży farmaceutycznej, często przynosi mi nowinki dotyczące nowych badań, nowych odkryć w dziedzinie zdrowia. W gazetach także bombardują nas prozdrowotnymi artykułami,  które … czasami mnie trochę bawią. Raz margaryna jest zdrowa, za pół roku już nie. Tylko oliwa z oliwek – krzyczano do niedawna, obecnie do łask wraca olej rzepakowy. Do łask wraca czarny bez, o którym nic nie mówiono przez lata. Wymieniać można przykładów byłoby wiele. Dlatego we wszystkim stosuję własną zasadę – mój organizm jest świetnym wyznacznikiem tego, co mi potrzeba. Dla przykładu – przez ostatni tydzień, dzień w dzień jadłam śledzie. Widocznie brakowało mi  być może potasu albo  kwasów  omega-3 . Poza tym śledzie wpływają też na nastrój, zwiększając poziom serotoniny, działają przeciwdepresyjnie, wzmacniają pamięć i koncentrację. No właśnie – a ostatnio z humorem u mnie różnie.

W każdym bądź razie, zdecydowałam zainteresować   się tematem dotyczącym kąpieli słonecznych, bo dużo się mówi o witaminie D i jej dobroczynnych  właściwościach. A jak witamina D, to przecież słońce, którym tak nas straszą. Spędzam ponad 2 miesiące nad morzem w Ostrowie w domkach nad morzem Balfala,  a moje ciało jest wówczas maksymalnie wystawione na promieniowanie – jak więc z tym jest? Mam się bać, czy wręcz odwrotnie?

 

domki nad morzem Balfala.jpg

 

 

Po krótkim wprowadzeniu, zaczynamy?

Często z mediów oraz od lekarzy dociera do nas przekaz: „Słońce jest niebezpieczne i może Cię zabić”.  Kiedyś czczone przez  Azteków, w starożytności  także - czego dowodem jest  kult takich bóstw takie jak Helios, Jowisz, Amon-Re, Melkart, czy  również perski bóg ognia Ormuzd wyobrażany w postaci uskrzydlonej tarczy słonecznej.

 

 

domki nad morzem Balfala ostrowo.jpg

 

 

Niegdyś ze  skutecznością stosowane w medycynie konwencjonalnej podczas zabiegów helioterapii, dziś słońce  jest wyklęte. Ja mam na ten temat zupełnie odmienne zdanie, a najnowsze doniesienia ze świata nauki zdają się potwierdzać, że moje przekonanie jest słuszne.

Kocham słonce. I już. Tak po prostu. Powiedzcie, dlaczego jesienią, zimą i bardzo wczesną wiosną, a także  w pochmurne dni, nie mogę wstać z łóżka, powieki ciążą, same się zamykają, szukając snu i gdyby nie poczucie obowiązku oraz odpowiedzialności – nikt z łóżka by mnie nie zciągnął. A latem? Godzina 7 rano a ja jestem już na nogach, mało tego  – wypoczęta w doskonałym nastroju.  Z natury jestem nocnym markiem – chodzę późno spać. Pomimo 5 godzin snu latem,  jestem zrelaksowana i wypoczęta. Nijak się to ma do mojej kondycji zimowej, bo chociaż kładę się wtedy spać, duuużo wcześniej i śpię około 8 godzin, jest jak jest… czyli kiepsko. I podejrzewam, że nie jestem w tej kwestii wyjątkiem.

Po zimie, szczególnie długiej, rośnie we mnie tęsknota za słońcem. A tu proszę - wdzięcznie podchwytywane przez media, mroczne przestrogi dermatologów straszą nas i przestrzegają przed słońcem i jego zgubnym wpływem na naszą skórę. Jakiś czas temu  w znanym dzienniku telewizyjny pojawił się reportaż o zastraszającej liczbie czerniaków i o tym jak złowrogie jest to nasze słońce. Szkoda, że w reportażu nie wspomniano o tym, iż czerniaki występują głównie w miejscach nienarażonych na promieniowanie słoneczne. Jak zauważył dr Shaw, czerniaki występują częściej u osób, które bardzo rzadko przebywają na słońcu, niż u tych, które są wystawione na jego działanie codziennie. Dlatego też wg statystyk,  ludzie mieszkający na północy naszego kontynentu częściej cierpią na tę przypadłość,  niż społeczności wystawione na promienie słoneczne, chociażby Włosi.  Jestem ciekawska, wiec pofatygowałam się trochę i poczytałam trochę opracowań dotyczących absorbującego mnie tematu. Dotarłam miedzy innymi do badań przeprowadzonych przez Williama Granta (2002). Potwierdzają one  jedynie moje przypuszczenia oraz to, co do tej pory wyczytałam – a mianowicie,  że niedostateczne wystawienie ciała na promieniowanie ultrafioletowe może zwiększyć ryzyko zachorowania na raka skóry. Jednak czy o tym mówią w mediach?  Oczywiście nie. W mediach jedynie straszą i  straszą. Według mnie przyczyn jest zapewne kilka. Po pierwsze tradycyjny problem mediów, gdzie panuje przekonanie, że tylko „zła wiadomość, to dobra wiadomość”, po drugie wg mnie wina leży w medycynie akademickiej: przy ogromnym szacunku dla zawodu lekarza, specjaliści widzą tylko jedną dziedzinę nauki, czyli tą, w której się specjalizują. Jeżeli więc dermatolog widzi tylko nowotwór i skórę, a nie widzi tego wszystkiego, co znajduje się wokół, umyka mu wiele ważnych szczegółów.

Dlatego dziś kilka słów na temat pozytywów wynikających z przebywania na słońcu. 

 

komfortowe domki nad morzem Balfala.jpg

 

 

Nasza  natura jest taka, że  słońce sprawia, że jesteśmy szczęśliwi i zdrowsi ‒ ludzki organizm to wspaniały samo-regulujący się system, który doskonale wie, czego potrzebuje i jak chronić się przed negatywnym wpływem środowiska naturalnego. System, który został jednak całkowicie został zdeklasowany… Nie można  budować zdrowia bez naturalnych czynników jakimi obdarzyła nas natura. Woda, powietrze i słońce są niezbędne do życia wszystkim, zarówno roślinom jak i zwierzętom, a także nam, ludziom. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza stało się jednak coś bardzo niepokojącego. O ile bowiem woda jest bardzo propagowana w mediach (pijcie dużo wody!), dotlenienie tkanek poprzez ruch na świeżym powietrzu też już jest powszechnie uznane jako czynnik sprzyjający zdrowiu, to słońce zostało postawione na cenzurowanym i jest obecnie przedstawiane jako najgorszy wróg całej ludzkości i przyczyna śmiertelnego raka, którego jak wiadomo wszyscy boją się jak zarazy. Efekt mamy taki, że  borykamy się ze światową pandemią niedoborów witaminy D oraz  związanych z tych chorób cywilizacyjnych, co się rozumie samo przez się. A dokładnie jakich chorób? Przyjrzyjmy się dzisiaj temu bliżej.

Na początek mały schemacik i kilka słów wyjaśnienia.

 

 

 

 

Światło słoneczne składa się z całego spektrum promieniowania - UVA, UVB, UVC. Filtry do opalania filtrują tylko środkowe pasmo UVB. Pasmo UVB powoduje zaczerwienienie się skóry oraz wytwarzanie się witaminy D z cholesterolu. Jeśli blokujemy przy pomocy filtrów promieniowanie UVB to możemy dłużej wytrzymać na słońcu, ale czy na pewno jest to bezpieczne? Skóra nie zaczerwienia się, a więc nie dostajemy naturalnego sygnału z organizmu, że przedawkowaliśmy z promieniowaniem. Pod filtrami wolniej zachodzą procesy chemiczne i na powierzchni skóry nie wytwarza się naturalna witamin D, która właśnie ma właściwości ochronne. Ale o filtrach porozmawiamy jeszcze w dalszej części wpisu.

Mówiąc o witaminie D, a właściwie jej niedoborze, pierwsze co przychodzi nam do głowy, to fakt, że brak witaminy D w ustroju powoduje u dzieci krzywicę, a u dorosłych jej odpowiednik czyli osteomalację. Związane jest to z tym, że  wit D  jest to substancją mającą wpływ na wchłanianie wapnia i generalnie na całą gospodarkę wapniowo-fosforanową. Na co ma jeszcze wpływ witamina D? Można śmiało powiedzieć, że… na wszystko! Na funkcjonowanie całego organizmu.

Niedobory witaminy D jak wskazują badacze oraz praktycy mają wpływ na:

alergie (wszyscy alergicy mają bardzo niskie poziomy witaminy D, poprawa symptomów następuje po zoptymalizowaniu jej poziomów)

ADHD (podawanie dużych ilości witaminy D znacząco poprawiało stan pacjentów)

astma (astmatycy mają bardzo niskie poziomy witaminy D w organizmach)

cukrzyca (zarówno typu 1 jak i typu 2) – za mało witaminy D w dzieciństwie nie tylko sprzyja krzywicy ale i cukrzycy młodzieńczej (typ 1) i w późniejszych latach cukrzycy typu 2

depresja i inne zaburzenia psychiczne (zoptymalizowanie poziomu witaminy D miało lepszy efekt na polepszenie się stanu zdrowia pacjentów, przepraszam za kolokwializm -  niż prochy na receptę)

- infekcje (m.in. przeziębienie, grypa, stany zapalne zatok i górnych dróg oddechowych, zapalenie spojówek, grzybice, drożdżyce itp.) – witamina D ma potężny wpływ na cały nasz system immunologiczny. Dopiero dostarczanie do ustroju codziennie i przez cały rok co najmniej 5000 IU (czyli 25 razy tyle ile wynosi RDA ledwo chroniące przed krzywicą) pozwala znacząco zwiększyć naszą odporność na infekcje

nadwaga i otyłość (podawanie brakującej w ustroju witaminy D prowadziło do zmniejszenia wybujałego apetytu i utraty zbędnej masy ciała: teraz już wiem dlaczego zimą mam 3 kilo na plusie – jesteśmy też zimą bardziej skłonni do podjadania niż latem, kiedy to dużo mniej chce nam się jeść! Nie przeczę, że brak aktywności ruchowej, też ma na to  wpływ)

nowotwory (17 rodzajów, w tym najpopularniejsze jak piersi, prostata, układ pokarmowy, płuca, skóra, układ limfatyczny i krwionośny, tarczyca). Najbardziej wstrząsnęła mną informacja, że na 1 osobę, u której zdiagnozowano czerniaka, przypada aż 55 kobiet z rakiem piersi!

–  choroby osłabiające stan kości i zębów (wspomniana osteomalacja, osteoporoza – to powszechnie wiadomo, ale również w grę wchodzą próchnica i choroby dziąseł, więc powiedzmy sobie szczerze: choćby nie wiem jak szorować ząbki, to sama higiena niestety nie wystarczy, zęby i dziąsła są odżywiane przez krew tak samo jak reszta narządów i tak samo potrzebują dobrego odżywienia, witamin i minerałów)

choroby serca i układu krążenia (tak, serce też ma receptory witaminy D! Ale również mózg, przewód pokarmowy, trzustka, skóra, gonady itd.)

choroby związane ze skórą (różne rodzaje trądziku, łuszczyca toczeń, łupież, łysienie itp.)

choroby związane z układem nerwowym: Alzheimera, Parkinsona, autyzm, stwardnienie rozsiane, stwardnienie zanikowe boczne, dystrofia miotoniczna itd.

choroby związane z układem pokarmowym (stany zapalne jelit, wrzody, choroba Crohna, drażliwe jelita itp.) – te choroby mają nie bez przyczyny tendencje do sezonowych zaostrzeń

choroby reumatologiczne (zapalenia i choroby zwyrodnieniowe stawów, toczeń, zespół cieśni nadgarstka, fibromialgia czyli reumatyzm mięśniowy, a nawet bardzo powszechne chrupanie i strzelanie w stawach i kościach)

choroby związane z tarczycą (zarówno niedoczynność, Hashimoto jak i nadczynność).

syndrom przewlekłego zmęczenia – objawy to bóle głowy, mięśni, brak koncentracji, kłopoty z pamięcią, snem, nawracające infekcje itd., wszystko ustępuje po zoptymalizowaniu poziomów witaminy D, po czym człowiek  w końcu czuje się jakby go ktoś pod ładowarkę podłączył

I mógłby ktoś zadać pytanie – „Ale czy nie słyszymy cały czas, że mamy nie przejmować się witaminą D, bo już 5-15 minut ekspozycji na słońcu wystarczy do wyprodukowania „dziennej dawki” witaminy D? Kolejny mit.  Poczynając od określenia „dziennej dawki”, która jest śmiesznie mała i może co najwyżej zapobiec krzywicy, w Polsce RDA to raptem 5 mikrogramów czyli zaledwie 200 jednostek międzynarodowych oznaczanych jako IU (1 mcg=40 j.m.), a jako górną dawkę przyjęto oficjalnie 2000 j.m. czyli 50 mcg, choć toksyczność witaminy D w literaturze medycznej jest niezmiernie rzadka i została opisana dopiero przy dawkach wielokrotnie większych niże te marne 2000 j.m. na dobę). Przy obecnie panującej pandemii niedoborów witaminy D dawka 2000 j.m. może okazać się kroplą w morzu potrzeb.

 

Zerknijmy na poniższy wykres. Czy nie warto wykorzystywać wszystkich  słonecznych dni i cieszyć się słońcem, kiedy tylko możemy? W Polsce mamy do dyspozycji czas od kwietnia do końca września.

 

 

domki nad morzem balfala Karwia.png

 

 

Można powiedzieć, że teraz to mamy  inne czasy,  bo przecież globalne ocieplenie i  dziura ozonowa -  to one są powodem paniki. Problem w tym, że te hipotezy nie mają żadnych naukowych potwierdzeń (Kolata, 2004 i Mastalerz, 2005). Poza tym,  czy wiecie, że człowiek naturalnie wytwarza filtr SPF 4, właśnie  poprzez opaleniznę  ? No i znowu kontrowersja! Filtry! Dzięki obecności komercyjnych filtrów jesteśmy w stanie robić to godzinami i ignorować nasze ciało, które mówi „dość”. Nasze ciało mówi „stop” w momencie, gdy chce szukać cienia i ukojenia w zimnej wodzie. Złudne bezpieczeństwo zapewnione przez filtry sprawia, że ludzie dłużej przebywają na słońcu, równocześnie zwiększając ekspozycję na promieniowanie UV. Czy nie jest tak, że kiedy  nie użyjesz filtru, skóra zaczyna cię swędzieć, zaś kiedy masz go na sobie, tak naprawdę nie wiesz, kiedy skóra ma dość.  

Wbrew powszechnej opinii filtry wcale nie są takim wybawieniem ludzkości. Najbardziej wątpliwy jest chyba ich skład.  Co jest dla nas lepsze: czy „szkodliwe” słońce czy chemikalia absorbowane godzinami przez naszą skórę?  Jeśli jednak zdecydujemy się na komercyjne filtry przeciwsłoneczne, wciąż starajmy się przez 20- 30 minut dziennie (jeśli jesteś w stroju kąpielowym) lub 40-60 minut spaceru w pogodny dzień przebywać na słońcu bez ochrony. W drogerii warto kupić filtry odbijające światło z tlenkiem cynku, bez produktów petrochemicznych i perfum. Jeśli nie podoba Ci się biały nalot na skórze, warto dodać do filtru odrobinę naturalnego kakao, dzięki czemu ten podziała jak bronzer. Jeśli dany produkt zawiera cynk, lecz po rozsmarowaniu nie zostawia białego nalotu, oznacza to, że zrobiony jest z cynku w technologii „Nano” i lepiej nie mieć tego draństwa na skórze. Alternatywą mogą być środki naturalne, takie jak olej słonecznikowy, czy olej sezamowy, który blokuje aż 40% promieniowania słonecznego. Można tez się posmarować  żelem z aloesu, który również dobrze zatrzymuje promieniowanie słoneczne. Oczywiście nie można demonizować i filtrów. Na poczatek opalania, zanim skóra się nie przyzwyczai, sama ich używam, z tym, że wystarcza mi filtr "20", staram się, żeby to był dobry filtr, jeżeli chodzi o jakość. Odstawiam go  całkowicie, kiedy skóra się zabrązowi. Nie pamiętam , kiedy ostatnio miałam poparzenie słoneczne...

 

nowoczesne domki nad morzem Balafala karwia.jpg

 

letniskowe domki nad morzem Balfala.jpg

 

 

 

Reasumując:  chronimy się przed słońcem wręcz maniakalnie. A to nie wróży nic dobrego, chyba że dla producentów naszych przyszłych leków. I to nie tylko leków na raka, ale na wiele innych chorób, do których brak odpowiedniego poziomu witaminy D się przyczynia. Tak wiec możemy prowadzić zdrowy tryb życia, jadać same super zdrowe rzeczy, ruszać się itd., ale nie ustrzeżemy  się przed popularnymi obecnie chorobami, jeśli będziemy  bać się opalania  i nie dostarczymy  swoim receptorom witaminy D. Oczywiście, słońce jak wszystko ma skutki uboczne, jednak umiejętne korzystanie z jego dobrodziejstw przynosi więcej korzyści niż strat. I co bardzo istotne, to pamiętajmy, że chociaż  opalanie powoduje wytworzenie się witaminy D, ale tworzy się ona na powierzchni skóry i żeby organizm mógł z niej skorzystać,  potrzebuje czasu na jej wchłonięcie się. Dlatego jeśli zaraz po opalaniu wskakujemy pod prysznic i zmywamy przy pomocy mydła wszystko ze skóry, to tak jakbyśmy sami się prosili o problemy. Oswajajmy naszą  skórę stopniowo ze słońcem. Po kilku dniach skóra sama się przyzwyczai i unikniemy poparzenia, które dla naszej skóry nie jest dobre. Nie można od razu „przesiadywać na słońcu godzinami”. Wyjeżdżając na urlop, na kilka dni przed wyjazdem, jeśli nie mieliśmy wcześniej możliwości,  spędźmy trochę czasu w pełnym słońcu - najlepiej, aby na początek była to co najwyżej godzina. Potem przez następne kilka dni zwiększajmy czas ekspozycji. Opalenizna sama w sobie jest czynnikiem ochronnym, ale ważne jest aby stopniowo przyzwyczaić skórę do słońca i nie doprowadzić do jej poparzenia.

 

 

letniskowe domki nad morzem Balfala.jpg

 

 

Poza tym pamiętajmy, że skórę możemy także chronić od wewnątrz. Przede wszystkim musimy zapewnić jej właściwe nawilżenie. Dlatego też należy przyjmować dużą ilość płynów.  Oprócz tego warto zadbać o właściwą dietę:  jedzmy te warzywa, które przede wszystkim zawierają beta- karoten i  kwasy omega. Beta - karoten dodatkowo będzie nadawał naszej skórze delikatnego, naturalnego, brązowego kolorytu.

 

 

letniskowe domki nad morzem Balfala1.jpg

 

 

 

Trzeba też pamiętać o tym, że niektórych zabiegów kosmetycznych nigdy nie wolno wykonywać przed wyjściem na słońce, podobnie jak nie należy stosować niektórych kosmetyków. Zatem nigdy nie należy opalać się bezpośrednio po wykonaniu depilacji. Po pierwsze dlatego, że nogi będą opalać się bardzo nierównomiernie - regenerująca się skóra opala się bowiem szybciej. Poza tym na nogach mogą pojawić się przebarwienia, może być odczuwalne szczypanie lub pieczenie. Dlatego też depilację powinno się wykonać przynajmniej jeden dzień przed korzystaniem ze słońca.
 Podobnie wygląda sytuacja z korzystaniem z laserowych zabiegów w gabinetach kosmetycznych lub dermatologicznych. Zwykle na kilka tygodni przed i kilka tygodni po ich wykonaniu, nie jest możliwe korzystanie z kąpieli słonecznych, bowiem może skończyć się to powstaniem przebarwień i podrażnień. Warto wiedzieć, że używanie perfum przed wyjściem na plażę także nie jest korzystne. Niektóre bowiem zawarte w nich substancje mogą działać fotouczulająco, co pociąga za sobą konsekwencje w postaci  znacznych przebarwień. Ponadto absolutnie przeciwwskazane jest w okresie letnim wykonywanie chemicznego peelingu. Najlepszy moment na jego wykonanie to jesień i zima, w okresie letnim po jego wykonaniu mogą powstać także przebarwienia i podrażnienia.

Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was zbytnio. Starałam się nie przytaczać tu wszystkich (także i dla mnie) niezrozumiałych terminów medycznych, a  wybrać te informacje, które są zarazem spójne i logiczne.

Zapraszam nad morze do Ostrowa do domków nad morzem Balfala. Zarówno słońce, jak i  morze jest jedyne w swoim rodzaju, jego klimat, specyficzne powietrze, czy też wreszcie sama woda mają niesamowity wpływ na zdrowie i wygląd człowieka. Nie dziwi więc nikogo, że tak wiele osób wybiera właśnie wypoczynek nad morzem, jako miejsce na wiosenny czy wakacyjny  urlop. Morze pozwala się nam wzmocnić i odprężyć, odpocząć od tego całego zgiełku miasta, pracy i codziennych obowiązków, przed którymi zwykle nie ma ucieczki.

 

 

karwia domki nad morzem Balfala.jpg

 

 

I Wam i sobie życzę, żeby tak jak w poprzednich dwóch latach dopisała nam ładna pogoda, a słońca,  żeby nam  nie zabrakło! Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających. Dziękuję za lajki, zachęcam również do komentarzy. Piszcie – czy się ze mną zgadzacie, czy może według Was, nie mam racji?

Zapraszam do zapoznania się z naszą ofertą na stronie internetowej http://www.balfala.pl/. Zapraszamy od maja do końca września.

 

Bibliografia:

Sobhana, T. Kumar,G. I Sampath, S. (2004) Ultraviolet transmission through a few edible oils in the context of chagning solar insolation. J.Ind. Geoghsys.Union. Numer 4. Strony 267-271. Dostępny online: http://igu.in/8-4/4Shohana.pdf

 

Grant, W. (2002) An estimate of premature cancer mortality in the U.S. due to inadequate doses of solar ultraviolet-B radiation. Cancer. Nr. 94(6). Strony 1867-75. Dostępny online: http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/cncr.10427/pdf

Kolata, G. (2004) I BEG TO DIFFER; A Dermatologist Who’s Not Afraid to Sit on the Beach. New York Times. Dostępny online: http://www.nytimes.com/2004/07/20/health/i-beg-to-differ-a-dermatologist-who-s-not-afraid-to-sit-on-the-beach.html

Źródło: http://wiadomosci.onet.pl/nauka/niski-poziom-witaminy-d-zwiazany-z-ryzykiem-depres,1,4996593,wiadomosc.html


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Tradycje kaszubskie, czyli jak to się odbywa w okolicydomków nad morzem Balfala

poniedziałek, 22 grudnia 2014 12:22

Boże Narodzenie jest chyba  najbardziej oczekiwanym i jednocześnie niezwykle ważnym świętem w polskiej tradycji. Jest to święto rodzinne,  które spędzamy w gronie najbliższych i przyjaciół. Boże Narodzenie - to czas szczególny, wyjątkowy okres w roku, który przywraca radość i nadzieję, ale jednocześnie zmusza do zadumy, refleksji, przywołuje w pamięci wspomnienia z dzieciństwa..., wspomnienia za tym co było, co minione. A w  jaki sposób spędzamy te święta? I  czym tak naprawdę dla nas są? Mam nadzieję, że nie tylko odpoczynkiem po pracy i codziennym zabieganiu, sentymentalnym przeżyciem, owianym tanim, pozbawionym religijnej głębi wzruszeniem. Mam nadzieję, że tak jak i dla mnie i dla Was, jest to czas wyjątkowy. Dla mnie jest to taki  moment w życiu, kiedy człowiek sobie uświadamia, że wydarzyło się coś bardzo ważnego. Cud Bożego Narodzenia jest objawieniem miłości i pokoju w świecie. To czas zadumy i refleksji, że Wigilia to nie tylko bogato ubrana choinka, prezenty i suto zastawiony stół, ale coś znacznie więcej, coś, co jest bardzo intymne, a  jednocześnie głębokie, wzruszające i przy tym mistyczne.  

 

 

 domki nad morzem Balfala OStrowo.jpg

 

 

  

Odkąd pamiętam, Boże Narodzenie spędzam zawsze w ten sam sposób: w domu, wśród najbliższych, w bardzo ciepłej, rodzinnej atmosferze. Są to moje ulubione Święta, magiczny czas, w którym Wszyscy cenią sobie ten specyficzny klimat, który roztacza się na wiele dni, przed świętami i po 25 grudnia. Boże Narodzenie to  święto pełne uroku, zwłaszcza gdy jest biało i śnieżnie. Niestety w tym roku raczej na białe święta  nie mamy co liczyć… Możemy jedynie  pomarzyć  o takim widoku, jak na zdjęciu…

 

dommi nad morzem Balfala.JPG

 

Jestem, jak już kilkukrotnie Wam wspominałam, Kujawianką. Z Ostrowem i Kaszubami związałam się za sprawą domków Balfala. Kaszubi to potomkowie wschodniej gałęzi dawnego, słowiańskiego plemienia Pomorzan, a ich nazwa pojawia się już w XIII-wiecznych dokumentach. Pomimo trwającej od XVIII wieku systematycznej germanizacji, udało im się zachować odrębność kulturową, która dotyczyła również sposobów celebrowania różnych świąt.  Tradycje i zwyczaje dotyczące ziemi pomorskiej w okresie świątecznym okazują się być nieco inne niż u nas, a przynajmniej ich część odbiega od tego, co ja wyniosłam z domu.  Kultywowane do tej pory w niektórych kaszubskich domach  nieprzerwanie od wieków, również przez młode pokolenia, stanowią ważny element tożsamości Kaszubów. Dla mnie natomiast stanowią nie lada ciekawostkę. Popytałam sąsiadów, poszukałam trochę w książkach, w sieci i znalazłam kilka interesujących różnic i zupełnie nieznanych mi tradycji, o których warto wspomnieć. Warto też przyjrzeć się naukowo udowodnionym zdarzeniom, które tłumaczą niektóre wątpliwości, jakie może mieć każdy z nas, każdy kto interesuje się historią i wyłapuje pewne niuanse i  rozbieżności pomiędzy, tym co jest obecnie kultywowane, a historycznymi faktami.

Pierwsza zdawkowa informacja o świętach Bożego Narodzenia pochodzi właściwie dopiero w IV wieku, a konkretnie  pojawia się w Chronografie (rodzaj kalendarza liturgicznego) Furiusa Dionizjusa Filokalusa z 354 r. Datę Bożego Narodzenia przeniesiono wtedy z 6 stycznia na 25 grudnia, jako przeciwwagę dla obchodzonego równocześnie święta narodzin boga Słońca. "Historyczność urodzenia Jezusa nabiera znaczenia, gdy chrześcijanie zyskują wolność wyznawania swojej religii, budowania świątyń. Wtedy zaczęli szukać śladów historycznego Jezusa Chrystusa" - powiedział ks. Wysocki.  Data 25 grudnia jako dzień urodzenia Jezusa jest umowna. Nie ma jej w Ewangeliach, a wczesnochrześcijańscy autorzy podawali rozmaite daty narodzin Jezusa. Miedzy innymi uważa się,  że urodził się on w okolicach 20 kwietnia lub 20 maja! Jako potwierdzenie, że nie mogło stać się to zimą, uważa się  też obecność na wypasie pasterzy, którzy zgodnie z ewangeliczną relacją przyszli złożyć Dzieciątku pokłon. Dla chrześcijan, nie znających dokładnej daty narodzin Zbawiciela, data 24  - 25 grudnia ma  znaczenie symboliczne. Współczesna nauka dokonała też ciekawych ustaleń odnośnie innej tajemnicy świąt - Gwiazdy Betlejemskiej. Choć zwykle przedstawia się ją jako kometę, było to zjawisko innego typu - nowa (jasno świecąca gwiazda) lub - co bardziej prawdopodobne - koniunkcja planet. Analizując dane i modele, astronom i publicysta David Reneke ustalił, że Gwiazda Betlejemska mogła być koniunkcją Wenus i Jowisza z 2 r. n.e. Planety znalazły się wówczas na nieboskłonie tak blisko siebie, że wyglądały jak jedno źródło światła. Zjawisko było widoczne przez krótki czas w połowie czerwca, co dodatkowo wzmacniało hipotezę, że Jezus urodził się w ciepłym miesiącu.

 

nowoczesne Balfala domki nad morzem.jpg

 

Wracając do samych tradycji i obrządków wiadome jest,  że w średniowieczu święto Bożego Narodzenia obchodzono niezwykle hucznie, dominował wesoły, beztroski nastrój. Natomiast w XVII wieku zaczęła się krystalizować dzisiejsza wizja świąt. Boże Narodzenie pozostało oczywiście radosne, lecz wzbogaciła je zaduma, refleksja nad własnym życiem, czy też nad samym zbawieniem. Nad tym co było i co będzie. Wspominamy w tym dniu także osoby, które zasiadały jeszcze z nami do niedawna przy wigilijnym stole. Piękną kolędę dla nieobecnych napisał Zbigniew Preisner. Zachęcam do jej wysłuchania.

 

 

 

Już w Starym Testamencie były wzmianki o wigiliach, które poprzedzały dni świąteczne, wolne od pracy. W oczekiwaniu na uroczystości, wierni pościli i modlili się wspólnie, czuwając całą noc. W Polsce wigilia zyskała popularność w XVIII wieku, a w XX w. stała się powszechną tradycją. Słowo „wigilia” wywodzi się z  języka łacińskiego i oznacza „czuwanie”. Wigilia przypomina dawne agapy (uczty), na których chrześcijanie gromadzili się wieczorem przed dniem świątecznym, by przez czuwanie, modlitwy i śpiewy przygotować się na obchody święta. Początkowo wigilię praktykowano przed wszystkimi uroczystościami kościelnymi. Dopiero w czasach nowożytnych upowszechniła się wieczerza wigilijna w przeddzień Bożego Narodzenia.

 

Ostrowo Domki Balfala nad morzem.jpg

 


U  mnie w domu, wedle zwyczaju, głowa rodziny, czyli  Tata, rozpoczyna wieczerzę modlitwą, odczytaniem opisu narodzenia Pańskiego z Ewangelii św. Łukasza. Następnie dzielimy się opłatkiem i składamy  sobie życzenia.

 

Ostrowo Kariwa Balfala domki nad morzem.jpeg

 

Podobnie jak w całej  Polsce na wieczerzę podaje się potrawy postne.  Zgodnie z formułą przykazań kościelnych, zatwierdzonych przez Watykańską Kongregację Nauki Wiary - formalnie nie obowiązuje post w wigilię Bożego Narodzenia. Niemniej chyba w większości polskich domów zwykle nie spożywa się  tego dnia mięsa w poszanowaniu dla wielowiekowej tradycji, a biskupi polscy zachęcają wierzących do dochowania wierności tej tradycji. Kolację wigilijną kończą wspólne śpiewanie i granie kolęd i to, co dzieci lubią najbardziej – przyjście Mikołaja i rozdawanie prezentów.Tradycja obdarowywania bliskich prezentami podczas świąt wywodzi się z rzymskich saturnaliów. Dawniej zwyczaj nazywano Gwiazdką, ponieważ wręczano je, gdy na niebie zauważono pierwszą gwiazdę, utożsamianą z Gwiazdą Betlejemską. Ukoronowaniem uroczystego dnia jest  wyjście na Pasterkę – uroczystą mszę świętą, odprawianą w nocy (najczęściej o północy lub w godzinach wieczornych) z 24 na 25 grudnia. Pasterka upamiętnia oczekiwanie zmierzających do Betlejem pastuszków. Ja bardzo lubię ten krótki czas pomiędzy wigilią, a Pasterką – w wielu domach , kościołach, śpiewa się wtedy kolędy i pastorałki. Nasze polskie kolędy są wyjątkowo piękne. Moja ulubiona to „Pójdźmy wszyscy do stajenki”- tekst tej kolędy pochodzi z XVIII wieku, melodia zaś z XIX. Posiada charakter marszowy. Znany jest tekst 14 zwrotkowy z inną melodią zanotowany w kantyczkach karmelitańskich z XVIII wieku. Jako marsz powinna powinna być śpiewana z werwą, z życiem,  o czym niestety w naszych Kościołach często się zapomina. „Niezwykłe jest bogactwo kolęd polskich i niepospolite są ich wartości artystyczne. Nie wiem, czy inny kraj może pochwalić się zbiorem podobnym do tego, który posiada Polska” – tak przed laty określił nasz dorobek dziejowy wieszcz polski Adam Mickiewicz. Nie zaprzepaśćmy  tego, co dokonali nasi przodkowie, doceńmy ich niełatwą pracę w zbieraniu naszego dorobku artystycznego. Niech w każdym polskim domu w okresie Świąt Bożego Narodzenia nie zabraknie tak pięknej tradycji - tradycji śpiewania kolęd i pastorałek. My w tym roku szykujemy się z córką na śpiewanie przy akompaniamencie gitary i pianina. Zobaczymy jak nam pójdzie.

 

 

Na Kaszubach w dawnych czasach, w kaszubskich wioskach działo się  w okresie około świątecznym naprawdę sporo. Czas  świąteczny pomiędzy 25 grudnia a 6 stycznia (Święto Trzech Króli) nos